Wraz z postępem w postrzeganiu roli społecznej kobiety, siłą rzeczy, zmieniał się również wizerunek mężczyzny. Stopniowo przekształcał się model rodziny, w którym kobieta zaczęła „wychodzić z kuchni”, by móc pójść do pracy. To mężczyzna wówczas przejmował obowiązki kobiety… ale wszystko to działo się w przysłowiowych „czterech kątach”. Co jednak, gdy mężczyzna zechce realizować się w sferach przypisanym dotychczas kobietom? I jak my – kobiety – na to reagujemy?
Co powie przykładowy tata, dziadek, wujek, czy straszy brat, gdy 12-letni chłopiec powie, że marzy o pracy w przedszkolu lub wybiera się na kosmetologię? W pierwszym odruchu zapewne uśmiechną się przez zęby i zaczną wzajemnie się przekonywać, że „mały z tego wyrośnie” i „że to tylko taki wiek”. A co, jeśli chłopiec w wieku 17 lat powie to samo? Wtedy zapewne starszy brat zabierze go na piwo, albo, lepiej, na wieczór kawalerski, by obudzić w młodym mężczyźnie „zdrowe, męskie odruchy”. Bo przecież chęć wykonywania zawodów, które zwyczajowo przypisuje się kobiecie świadczyć może jedynie albo o błędach wychowawczych rodziców, albo o problemach emocjonalnych chłopca. I na pewno można go z tego „wyleczyć”.
Jednak, jak my – kobiety – zareagujemy na tę wiadomość? Ile z Nas będzie w stanie bez chwili wahania powiedzieć „dobrze synku, jeśli to ma Cię uszczęśliwić”? Podejrzewam, że i My w pierwszym odruchu poczułybyśmy się zmieszane. Niektóre z Nas zaczęłyby prawdopodobnie robić sobie wyrzuty, reszta próbowałaby przetłumaczyć sobie, że nie ma w tym przecież nic złego. To przecież nasze dziecko i musimy je wspierać we wszystkim co robi. Nawet, jeśli szukamy słów, jakie padną w przyszłości, gdy znajomi zapytają czym zajmuje się nasz syn. „Jest przedszkolankiem, kosmetyczkiem?” - pytamy w myślach same siebie. I czy nie odetchniemy z ulgą, gdy chłopiec nagle zamarzy, by zostać strażakiem, czy górnikiem?
A co, gdy sytuacja nie dotyczy bezpośrednio naszej rodziny? Co, gdy po raz pierwszy zostawiamy nasze dziecko w przedszkolu i widzimy tam pana, który zajmuje się dziećmi? Czy nie ogarnia nas to samo zmieszanie, tym razem połączone już z pewną obawą? Czy świadomość, że My, kobiety, musiałyśmy długo walczyć, by nie postrzegano Nas przez pryzmat stereotypów, ma w tym momencie jakieś znaczenie? Nie. Ulegamy temu samemu złudzeniu. Widząc mężczyznę wśród gromadki dzieci w najlepszym wypadku zastanowimy się, czy będzie on w stanie zająć się jakimkolwiek dzieckiem, a co dopiero naszym. Mimo że sam fakt, że został tu zatrudniony najlepiej świadczy o tym, że tak. To w najlepszym wypadku. W najgorszym dadzą o sobie znać lęki, których lepiej tu nie przytaczać. I nawet jeśli będzie to odczucie chwilowe, to jednak stwierdzić tu można, że mężczyzn i kobiet nie dzieli wcale aż taka przepaść… nawet, gdy mowa o stereotypach dotyczących płci.


Zgłoś błąd w artykule