Wilno jawi się nam jako sztampowy kierunek podróży, wręcz nudny. Co można zobaczyć w tym mieście prócz domu Mickiewicza, celi Mickiewicza i innych tego typu atrakcji… Zwiedzanie stolicy naszych sąsiadów, Litwinów, można ubrać w pewien schemat, schemat nazwany „stylem polskim”. Wycieczki autokarowe bądź rodzinne pełne znudzonej młodzieży i podekscytowanych starszych. Polacy są na kilometr rozpoznawani, gdy nagle zatrzymują się pod zwykłą kamienicą i robią zdjęcia, bo na fasadzie widnieje napis, że tu przez miesiąc mieszkał Narodowy Wieszcz. Znów w innym miejscu wzdychają odwiedzając kościół, w którym doszło do nie jednego cudu. Takie podróże przybierają formę istnych pielgrzymek do „tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych…, gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała” i tak dalej, i tak dalej. Pielgrzymka każdego „prawdziwego” Polaka. Jednak czy nie warto spojrzeć na Wilno oczami europejczyka?
Oczywiście nie odrzucimy piękna barokowych świątyń wzniesionych przez polsko-litewskich królów, hetmanów i możnowładców. Nie będziemy mogli przejść obojętnie obok wyjątkowej katedry Św. Stanisława. Jednak nie traćmy z oczu piękna i nowoczesności Wilna. Po sentymentalnym spacerze zejdźmy z historycznego szlaku na prospekt Giedymina, aleję rodem ze stolic Europy, Londynu, Paryża. Odremontowana, pełna nowoczesnej architektury, domów handlowych, pubów oraz nowoczesnych ludzi, nie zapatrzonych w historię, której z pewnością tak do końca nie znają, a możne nawet nie rozumieją.
Wilno dalekie jest od stereotypu postsowieckiego miasta. Uniknęło „betonizacji”, wciąż pięknie rozkłada się na swoich wzgórzach zachowując przestrzenie pełne zieleni. Spoglądając na Wilno z jednego ze wzgórz możemy zauważyć brak symetrii w rozbudowanie, podporządkowanej rzeźbie terenu. Historyczne centrum od centrum biznesu ze szkła i stal oddziela Wilia. Współczesne Wilno szuka jednak swojej tożsamości, zdefiniowania. Poszukuje historycznej podbudowy, gdyż stawianie fundamentów społeczeństwa na odzyskaniu niepodległości w 1990 r., wstąpieniu do NATO a następnie do Unii Europejskiej, chyba nie wystarczy. Współczesna twórczość artystów musi sięgać do polskich wzorców, najsłynniejszych wileńskich teatrów, poetów etc. Litwini kultywują swoją odrębność i nowoczesność nieco inaczej niż Polacy. Zamiast stawiać tablice upamiętniające miejsca, udekorowali ulicę literatów wierszami własnych, może mało znanych twórców. Ceramiczne mozaiki, ciekawe formy, wszystko to przyciąga wileński underground, jednak mimo mojej kilkuminutowej obecności na tej nietypowej ulicy nie spotkałem żadnego turysty.
Czasem warto zboczyć z kursu. Czasem warto spojrzeć na Wilno jako na samodzielną twór, a nie wielką pamiątkę po Polakach. Warto poszukać czegoś litewskiego w tym mieście. Wówczas podróż nie będzie sztampowa i hermetycznie zamknięta w kresowych sentymentach a stanie się odkrycie nowej, młodej społeczności.

Zgłoś błąd w artykule