Anna Kocemba: Witam, cieszę się, że zgodziłaś się ze mną porozmawiać.

Rozmówczyni: Witam.

Anna Kocemba: Jak zaczął się twój problem?

Rozmówczyni: Jako nastolatka, nie przepadałam za alkoholem. Choć naokoło znajomi częstowali piwkiem na imprezach, umiałam jakoś odmówić. Kiedy skończyłam studia, dostałam pracę w agencji reklamowej. Pośpiech, stres - były na porządku dziennym. Któregoś dnia koleżanka zaproponowała wypad na drinka po pracy.

Odstresujemy się – powiedziała. I rzeczywiście miała rację. Po wypiciu dwóch drinków czułam się rozluźniona. Pierwszy raz od dawna potrafiłam się śmiać.

Anna Kocemba: A wcześniej nie potrafiłaś?

Rozmówczyni: Szczerze? Od kiedy zaczęłam pracę, żyłam jak robot. Tylko praca i dotrzymywanie terminów. To przykre, co powiem, ale… nie miałam czasu, ani siły na radość i śmiech.

Anna Kocemba: Alkohol powodował, że potrafiłaś oderwać się od pracy?

Rozmówczyni: Tak. Wcześniej często bywało, że problemy z agencji „przynosiłam” do domu. Jednak od czasu, kiedy alkohol spowodował moje rozluźnienie, drinki bądź wino wieczorem, były coraz częstsze.

Anna Kocemba: Lampka czerwonego wina przed snem, to jeszcze nie alkoholizm. Nawet lekarze zachęcają do codziennego wypicia jednej lampki. Podobno jest dobre dla zdrowia?!

Rozmówczyni: No tak, ale odrobina, a nie upijanie się do nieprzytomności.

Anna Kocemba: Czyli z biegiem czasu jeden drink bądź lampka wina nie wystarczały?

Rozmówczyni: Niestety. Z czasem zaczęłam pić coraz więcej. I piłam dzień w dzień.

Prosto z pracy szłam do sklepu po 2-3 butelki. A potem już tylko upijałam się. Często rano budziłam się w ubraniu na nie pościelonym łóżku.

Anna Kocemba: Byłaś w stanie iść do pracy?

Rozmówczyni: Chłodny prysznic i dobry makijaż robiły swoje.

Anna Kocemba: I nikt w pracy nic nie podejrzewał?

Rozmówczyni: Początkowo nie. Robiłam co do mnie należało. A po pracy czekał na mnie „mój przyjaciel”, czyli wino.

Anna Kocemba: To co spowodowało, że zrozumiałaś, iż masz problem?

Rozmówczyni: Oj, to nie stało się tak szybko. Problem zauważyli najpierw inni.

Anna Kocemba: Ale jak, skoro piłaś tylko sama w domu?

Rozmówczyni: Któregoś razu, przed wyjściem do pracy, strasznie rozbolała mnie głowa, więc wypiłam troszeczkę wina. Ból minął i nawet w pracy miałam dobry humor. Pomyślałam, że przecież nikt nie rozpozna, że jestem po małej ilości alkoholu, więc, co by nie stresować się już z rana, zaczynałam swój dzień od śniadania popijanego winem. Tak więc piłam odrobinę rano, a kończyłam większą ilością wieczorem. Po jakiś 2 miesiącach doszły mnie słuchy, że ludzie w pracy gadają, iż codziennie czuć ode mnie alkohol.

Anna Kocemba: Przejęłaś się tym?

Rozmówczyni: Troszkę tak, ale nie potrafiłam już zacząć dnia bez lampki wina. Nie umiałam funkcjonować. Problem zauważyła moja przyjaciółka. To ona zaprowadziła mnie do poradni i była ze mną w najgorszych chwilach, za co bardzo jej dziękuję.

Anna Kocemba: Nie pijesz już rok. Czy uważasz, że życie bez alkoholu jest trudne?

Rozmówczyni: Jeszcze pół roku temu powiedziałabym, że tak. Ale dziś powoli zaczynam uśmiechać się sama do siebie.

Anna Kocemba: I tego ci życzę jak najwięcej. Dziękuję za rozmowę.