Pierwsze plotki dotyczące powrotu mody na niskie obcasy pojawiły się już pod koniec września 2009 roku. Poprzednie sezony zdominowane były przez morderczo wysokie szpilki, przy czym co roku obcasom przybywało kilka centymetrów. Im wyższy obcas tym większa elegancja i styl. Szpilki to jeden z najpopularniejszych symboli seksu. Większość mężczyzn z uwielbieniem spogląda na falujące biodra i lekko poruszającą się na obcasach kobietę. To dzięki nim kobiece nogi są smuklejsze i optycznie dłuższe.
Choć na wybiegach i czerwonych dywanach w dalszym ciągu królują superwysokie szpilki, w nowych kolekcjach znalazły się kozaki na płaskiej podeszwie, trampki i balerinki. W tym sezonie wysokie obuwie ustępuje miejsca butom na niskich 3-6 centymetrowych obcasach, „kaczuszkach”, platformach, pojawiły się również buty całkiem płaskie. Marc Jacobs, Christian Louboutin, Jimmy Choo, Vivienne Westwood to projektanci, którzy pożegnali niebotycznie wysokie obcasy, promując obuwie płaskie. Byli pierwszymi, którzy zareagowali na to, co tak naprawdę nosi się na ulicy. Zdecydowali, iż dadzą chwilę odpoczynku zmęczonym nogom, które przez kilka ostatnich sezonów musiały dzielnie znosić bardzo wysokie obcasy. Baleriny, których jak dotąd nie można było zobaczyć na żadnym wybiegu coraz częściej pojawiają się na pokazach. Powodów, dla których wysokiego obuwia należałoby się wyrzec jest wiele…
Długie użytkowanie tego typu butów jest niezdrowe, doprowadza do powstawania halluksów, żylaków i zwyrodnień kręgosłupa. Mimo to jak powszechnie wiadomo dla długich, zgrabnych nóg kobiety są w stanie poświęcić zarówno zdrowie jak i zwykłą wygodę. Być może trend na niskie obcasy przekona niektóre z pań do włożenia szpilek o kilka centymetrów niższych.
Zgłoś błąd w artykule