Coraz więcej klubów tanecznych w większych miastach organizuje specjalne imprezy pod nazwą „Single Party”. Zasady są proste. Każdy uczestnik zabawy zaraz po wejściu za symboliczną opłatę dostaje specjalną bransoletkę, którą nosi już do końca wieczoru. Bransoletki mają różne kolory. Oczywiście ich barwa i znaczenie zależy od konkretnego organizatora. Mogą one określać czy jesteś wolny, ale nikogo nie szukasz, czy może chętnie byś się z kimś pobawił. Mogą być kompletnie inne dla osób które szukają miłości, a nie przygody na jedną noc. W imprezach tego typu mogą brać udział również osoby zajęte, które na przykład przyjdą potowarzyszyć swoim znajomym singlom w zabawie. Oni również dostają specjalne bransoletki.
Teoria mówi, że na dyskotekach łatwo kogoś poznać. Zatem na takich o jakich tu mowa powinno być… nawet łatwiej. Może jest w tym trochę prawdy. W praktyce wygląda to różnie. Zazwyczaj scenariusz jest mniej więcej taki: panowie, których normalnie ośmiela parę mocnych drinków, tu wydają się śmielsi jeszcze bardziej niż zwykle. Panie też poddają się chwili i dają się ponieść nie tylko dźwiękom muzyki ale także emocjom. W tańcu łatwo złapać kontakt. Najpierw rzut oka na kolor bransoletki znajdującej się na nadgarstku i już wszystko jasne. Oczywiście zdarzają się tak rozluźnieni amatorzy podrywu, którym wszystko jedno czy mają do czynienia z singielką czy z zajętą i bez oporu startują do wszystkich po kolei. Ostatecznie pod koniec imprezy zaczyna się robić lekki bałagan i w rezultacie już nie wiadomo kto jest wolny, kto zajęty, kto wciąż chętny a kto totalnie zrezygnowany.
Ostatecznie można orzec, że imprezy typu „Single Party” spełniają swoją funkcję tylko częściowo. Bo właściwie mistrzowi podrywu nie robi różnicy na jakiej dyskotece się znajduje, a nieśmiali nie zawsze się ośmielą. Idąc na taką zabawę trzeba z pewnością mieć ogromny dystans do siebie i sporo poczucie humoru. No… przy odrobinie szczęścia można znaleźć drugą połówkę. Jednak nigdy się nie dowiemy czy to kolorowa bransoletka czy może przeznaczenie popchnęło nas w ramiona tej drugiej osoby.

Zgłoś błąd w artykule