Etykieta firmowa z logiem przypominającym bożonarodzeniową gwiazdę albo płatek śniegu. To znak – znak, że rozpoczął się „sezon świąteczny”. Nie ma chyba nikogo, kto nie znałby reklamy pewnej firmy, w której widać wielkie, czerwone ciężarówki i słychać głos w tle „coraz bliżej święta, coraz bliżej święta”. Zapewne nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż takie reklamy albo produkty związane stricte z Bożym Narodzeniem pojawiają się dużo za wcześnie, psując całą świąteczną magię.
Mamy połowę listopada, od ponad tygodnia obserwuję w mediach reklamę cyfrowej telewizji satelitarnej z Mikołajem w roli głównej. Duży, brodaty mężczyzna wchodzi przez komin do pewnego domu trzymając wielki wór z prezentami i ku jego zdziwieniu odkrywa, że ów domostwo nawiedził inny Mikołaj – tylko lekko zarośnięty, szczupły, ubrany w charakterystyczną, czerwoną czapkę z białym pomponem na końcu. Ofiaruje on dziewczynce, która siedzi obok niego mały prezencik – ofertę tejże telewizji, po czym dziewczynka zwraca się do drugiego Mikołaja: „jak będziesz grzeczny, to i Ty dostaniesz”. O jaką telewizję i ofertę chodzi możecie Państwo obejrzeć w Internecie, ale nie w tym rzecz.
Po raz kolejny mamy do czynienia z „marketingowym przyspieszeniem” świąt Bożego Narodzenia. To samo miało miejsce rok, dwa, trzy, a nawet pięć lat temu. Cała „machina” reklam o tematyce świątecznej rozgrzewała się już od początku listopada, a im bliżej było grudnia, tym więcej było takich banerów.
W takim „przyspieszeniu” świąt istnieje pewne realne zagrożenie, które zaczyna nam coraz bardziej przeszkadzać i niszczyć tą piękną tradycję.
Gdy przemysł marketingowy „bombarduje” nas takimi reklamami już w listopadzie i robi to nieprzerwanie aż do początku stycznia, tracimy sens „przeżywania” świąt. Celem Bożego Narodzenia staje się już zaspokojenie potrzeby fizjologicznej, a mianowicie – głodu. Jestem naprawdę zdziwiony faktem, ile ludzie są w stanie „wynieść” z supermarketu na krótko przed rozpoczęciem Wigilii. Nie wystarczają dwie torby. Teraz przeciętna rodzina wyjeżdża z supermarketu z dwoma pełnymi wózkami! Nie wnikam w to, ile z tych dóbr zostanie wykorzystanych, a ile będzie, najzwyczajniej w świecie, wyrzuconych do kosza. Zwracam uwagę na cel i sens świąt Bożego Narodzenia. Z założenia, to powinien być okres, w którym zapominamy o „barierach komunikacyjnych”, troskach, które nas nękają, zaś, przede wszystkim, powinniśmy cieszyć się czasem spędzanym z najbliższymi nam osobami. Z przykrością patrzę na zjawisko tak zwanej „kultury kontaktów przelotnych”, charakterystycznej zwłaszcza dla Polaków. Coraz mniej czasu dla rodziny, niechęć do utrzymywania kontaktów z bliskimi i nawet lęk przed zaistnieniem prostej potrzeby zatelefonowania do rodziców. Mam takie dziwne wrażenie, że wieloletnia tradycja na naszych oczach przekształca się w „bezuczuciową ceremonię zjadania potraw i oglądania programów telewizyjnych”. Pamiętajmy jednak, że tak jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne”.


Zgłoś błąd w artykule