Krem kupiłam w Drogerii Natura właściwie przez przypadek, szukałam czegoś naturalnego na zmiany uczuleniowe na twarzy. Firma Himalaya Herbals cały czas kojarzy mi się z wysoka jakością i przyjemnym składem, dlatego mój wzrok spoczął na małej tubce za 5zł. Recenzje produktu sprawdziłam dopiero po zakupie (link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=29316)

Czasami występuje on pod nazwą „Krem Antyseptyczny”, chociaż składy są takie same. Różnią się tylko opisem na opakowaniu.

Składniki to:

Składniki aktywne: Indian Aloe (Aloe Vera), Five-leaved Chaste Tree (Vitex Negundo), Almond (Prunus Amygdalus), Indian Madder (Rubia Cordifolia), Borax Anhydrous (Tankana), Zinc Calx (Yashad Bhasma).

Składniki pozostałe: Aqua, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Palmitate, Liquid Paraffin, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Polyoxylated Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Fragrance, Methylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Propylparaben.

Krem bardzo dobrze matuje i ujednolica cerę. Używam go na całą twarz na dzień lub na noc, co kilka dni, żeby skóra nie przyzwyczaiła się do dobroczynnego działania. Czasami używam punktowo na zaczerwienienia lub wypryski, o dziwo, leczy je bardzo szybko.

Nie ma problemu z nałożeniem na niego makijażu, nic się nie roluje i nie zbiera w załamaniach. Szybko się wchłania i bardzo dobrze nawilża. Nie zostawia tłustej warstewki. Kolor kosmetyku jest specyficzny, taki brudno-piaskowy. Zapach także nie każdemu może przypaść do gustu, długo utrzymuje się na twarzy. Pachnie orientalnie, czego bardzo nie lubię, ale jest to zapach, który da się znieść.

Dostępność także jest bardzo dobra, można go znaleźć w Drogeriach Natura, SuperPharm, Hebe i aptekach. Cena waha się od 4 do 7 złotych.