Jest na naszym rynku turystycznym nisza, której nikt nie chce wypełnić, albo się bardzo słabo reklamuje. Tą niszą są wycieczki, wczasy, dla ludzi samotnych, dla tych których szumnie nazywa się singlami, a po prostu nie mają z kim pojechać.
Rozwiązanie jest proste, wystarczy wsiąść do pociągu byle jakiego i ruszyć w drogę, lecz nie każdemu pasuje dzika przygoda i wolałby spokojne wczasy, podczas których to nie on ma planować, ale wszystko zaplanują dla niego. W takim celu wybrać się należy do biura podróży i tam przeżywa się pierwszy szok. Większość wycieczek z góry założona jest na dwie osoby. Pokój za dwie osoby, przejazd za dwie itd. Z tym przejazdem to jeszcze problemu nie ma, wszak owe dubletowanie ma wyłącznie wymiar oszczędnościowy. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku pokoi. Wielka dyskryminacją jest konieczność dopłaty do pojedynczego pokoju. Może nie są to duże sumy, lecz człowiekowi robi się trochę przykro z tego powodu, że został, czasami nie z własnej winy, wyrzucony na margines.
Niekiedy dziwne staje się samo zapytanie o pojedynczą wycieczkę, szczególnie w biurze podróży bardzo tradycyjnym, gdzie po drugiej stronie nie wita cię pani w dość podobnym wieku i może o tych samych problemach. Gdy jednak już uporamy się z problemami natury formalnej, to pozostaje nam zetknięcie się z rzeczywistością. Z hotelem, gdzie niekiedy szczególnie w klasie ekonomicznej owe pojedyncze pokoje nie wyglądają zachęcająco (cud, że są), ale również z innymi uczestnikami wycieczki, ale tu wszystko zależy od nas, od przebojowości i chęci wypoczynku. Bo nikt nie mówi, że wybierając się samotnie na wycieczkę nie powrócimy z niej z kimś.
Niektórzy mądrzy ludzie, niestety odnajdywani przeważnie na zachodzie Europy wpadli już na pomysł jak wykorzystać nową modę, nowy styl życia Europejczyków. Styl, który ma już naście lat. Słyszałem, że we Francji, Holandii, czy Niemczech na porządku dziennym są biura podróży, ba specjalne firmy, zajmujące się wypoczynkiem właśnie takich ludzi. Jednak czasami ten zachodnioeuropejski, czy warszawski stereotyp osoby nazywanej singlem odbiega od możliwości zwykłego człowieka. Bo jak się ogólnie przyjmuje, jest to osoba młoda do 35 roku życia, wykonująca wolny zawód, dobrze zarabiająca, najczęściej zapracowana itp. Więc jest to niezły target dla potencjalnych firm. Jednak na rynku turystyki cisza.
Być może jestem zbyt wielkim ignorantem w tej dziedzinie i nie wiem o firmach, które już na Polskim rynku w sposób masowy działają i zaspokajają potrzeby ten nowej, nawet dla naszej mentalności, grupy społecznej. Najczęściej te wycieczki, wczasy, nijak się maja do zwykłych wypraw do Chorwacji czy na Kretę (plaża, pokój, restauracja, plaża ?), ale posiadają inne atrakcje, by takiej osobie po prostu się nie nudziło. Nikt tu nie każe się z nikim swatać, nic nie dzieje się na siłę. Często są to zabawy, szalone wyprawy, wraz w możliwością wczucia się w rolę nawet z dzieciństwa. Taka organizacja czasu wymaga więc nie tyle zaangażowania, lecz również środków finansowych. Ludzie, którym czasami takie życie jest wielce na rękę, mogą choć przez chwilę poczuć dreszcze emocji i przeżyć wakacje, a nie tyko szukać nowych możliwości rozwoju zawodowego czy brać kolejne nadgodziny i zbierać znów ten kapitał na wymarzoną wycieczkę dookoła świata.
Na koniec trochę statystyki. Można śmiało powiedzieć, że obecnie w Europie żyje 160 milionów osób samotnych w tym w Niemczech około 16 milionów, a w Polsce około 4.

Zgłoś błąd w artykule